Wyzwanie: kredyt dla marynarza i jego rodziny

Jak rodziny marynarskie mogą zaciągnąć bezpieczny kredyt? Czy warto inwestować w nieruchomości pracując na kontraktach marynarskich? Jak myśleć o swojej przyszłości swojej rodziny będąc na morzu?

Klucz do dobrego kredytu? Kompetentny doradca

Swoimi doświadczeniami związanymi z zakupem nieruchomości i budową własnego domu dzieli się Katarzyna Wajs, blogerka (zonamarynarza.pl) i organizatorka corocznego Spotkania dla Kobiet Marynarzy.

Ciekawym wątkiem pojawiającym się w rozmowie Mirosława Króla i Katarzyny Wajs jest forma zatrudnienia marynarzy, będąca główną przeszkodą do otrzymania kredytu. Marynarze nie otrzymują umowy o pracę, a są zatrudniani na kontraktach, które nie gwarantują ciągłości zatrudniania. Trudniej zarówno o kredyt, jak i choćby ubezpieczenie na życie.

Katarzyna Wajs wskazuje, że kluczem do właściwego przeprowadzenia procesu kredytowego są doradcy finansowi. Sama ma doświadczenie współpracy zarówno z bankiem, jak i z niekompetentnym doradcą, gdzie finalnie kredyt nie został przyznany. Mając jednak te same warunki finansowe jesteśmy w stanie otrzymać kredyt hipoteczny w momencie, kiedy powierzymy sprawy ekspertom znającym specyfikę kredytów dla marynarzy.

Filmowa zapowiedź podcastu

Dom – ukochany port

Katarzyna Wajs wskazuje także na problemy, jakie mogą pojawiać się w trakcie budowy, również te związane z kwestią płci. Kobiety ciągle mają trudniej w relacji z budowlańcami – zostając na jakiś czas same, kiedy mąż pływa muszą pilnować budowy. Warto wtedy przygotować się do rozmów z fachowcami, posługiwać ich językiem, po to, aby współpraca była jak najlepsza i przełamywać stereotypy.

W tym odcinku podcstu Nareszcie Własny Dom mówimy też o stylu życia, który determinuje różne wybory związane z budową własnego domu. Dla rodzin marynarskich dom często staje się tym, co wiąże w bardzo mocny sposób, co staje się stałym, ukochanym portem, do którego z radością się wraca. Często więc rodziny marynarskie decydują się na budowę domu. Dom staje się też inwestycją na przyszłość, podobnie jak czerpanie zysków z wynajmu mniejszych nieruchomości, co pozwala na dochód pasywny i może stać się rodzajem emerytury dla marynarza.

Podcast Nareszcie Własny Dom możecie śledzić w serwisach: Spreaker, iTunes, YouTube


Pytania, na które odpowiadamy w podcaście

  • Czy dom dla rodzin marynarzy ma znaczenie szczególne?
  • Jak styl życia rodzin marynarskich wpływa na decyzje związane z zakupem nieruchomości?
  • Z jakimi problemami spotykają się żony marynarzy pilotując proces zaciągania kredytu hipotecznego?
  • Jak może przebiegać współpraca małżonków podczas projektowania domu?
  • Jak skutecznie współpracować z ekipami budowlanymi?
  • Dlaczego tak ważna jest współpraca z doświadczonym doradcą kredytowym?
  • Czym różnią się finanse marynarzy od innych grup zawodowych i jaki ma to wpływ na inwestycje?

Podcast do posłuchania

Listen to “Kredyt hipoteczny dla marynarza i jego rodziny. Wywiad z Kasią Wajs” on Spreaker.

Podcast do czytania – transkrypcja odcinka

MIROSŁAW KRÓL: Witam serdecznie w kolejnym podcaście i vlogu Nareszcie Własny Dom, gdzie moim i Waszym gościem będzie Kasia Wajs.

KASIA WAJS: Dzień dobry.

MK: Jest Kasia Wajs.

KW: Jestem.

MK: Najsłynniejsza w Polsce Żona Marynarza. Tak też nazywa się jej blog, który na Facebooku śledzi ponad czternaście tysięcy osób. Kasia jest organizatorką bardzo ważnego wydarzenia, które odbywa się raz w roku. Jest to ogólnopolskie Spotkanie Dla Żon Marynarzy.

KW: Kobiet Marynarzy.

MK: Kobiet Marynarzy.

KW: Tak, zmieniliśmy nazwę, ja zmieniłam nazwę jakiś czas temu, bo pojawiały się pytania, czy jak ktoś nie jest żoną marynarza, to też może przyjechać. Więc wszystkie kobiety: matki, córki, kuzynki, żony, dziewczyny, narzeczone…

MK: My z Kasią współpracujemy na co dzień, od wielu lat wspieramy właśnie tę grupę zawodową przy budowie lub zakupie własnej nieruchomości. Kasiu, znasz wiele innych żon marynarzy, kobiet, które zostają tutaj na lądzie i myślę, że dom dla was, dla rodzin marynarzy ma szczególne znaczenie, bo przez większość czasu albo przez…

KW: No, połowę średnio, przyjmijmy.

MK: Przez połowę czasu jesteście w tym domu same. To znaczy bez męża, z dziećmi. I macie trochę inny tryb życia.

KW: Wiesz, też tak nie możemy generalizować, bo dużo kobiet jest aktywnych i pracuje. Dzisiaj jest tak, że żona marynarza czy kobieta marynarza nie różni się zasadniczo od, że tak się wyrażę, zwykłej kobiety. Ten procent pracujących czy niepracujący kobiet jest taki sam, niektóre kobiety pracują, niektóre nie pracują. To wszystko zależy od ich indywidualnej sytuacji. Natomiast masz rację, że na pewno sporo z tych kobiet bardzo mocno kombinuje z pracą i często ta praca jest bardzo elastyczna. Czyli ten czas jest taki dopasowany albo praca jest robiona zdalnie. Wiele kobiet reprezentuje bardzo różne grupy zawodowe, czy to pielęgniarki, czy osoby pracujące w sądach. Ostatnio miałam taki post, można przeczytać, ponad sto wypowiedzi dziewczyn, w których miejscach, co robią, gdzie pracują. Ale przecież umówmy się – ty nie musisz pracować.

Ten tryb, mimo że jest inny od standardowego, bo na przykład jesteśmy same na co dzień, to mimo wszystko od życia mocno się nie różni. Dlatego ten dom, tak jak mówisz, jest ważnym miejscem. Taka kobieta jak ja czy każda inna kobieta marynarza spędza dużo czasu w domu, po pracy czy po innych swoich aktywnościach codziennych. Jest to dom, do którego się wraca, do którego wraca potem marynarz, który przyjeżdża z morza. Myślę, że dla każdego człowieka dom jest ważny. Tutaj tym bardziej, bo żyjemy na dwóch trybach. Mimo że w tym samym domu to są dwa inne życia, zawsze tak mówię…

Jest to dom, do którego się wraca, do którego wraca marynarz, który przyjeżdża z morza. Myślę, że dla każdego człowieka dom jest ważny. Tutaj tym bardziej, bo żyjemy na dwóch trybach. Mimo że w tym samym domu, to są dwa inne życia.

MK: No właśnie…

KW: Bo jest jedno życie to moje, samej, a potem jest to życie z mężem, totalnie inne poza tym, że trzeba zawieźć dziecko do szkoły. Ja muszę wejść w inny rytm, inaczej ułożyć grafik w swojej pracy. I to wszystko działa troszeczkę inaczej, wtedy ten rytm codzienny jest zaburzony, dlatego kolorowy jest taki dom… (śmiech).

MK: Zastanawia mnie ten specyficzny styl, o którym teraz mówiłaś. Kiedy urządzaliście swój dom, braliście pod uwagę- już nawet mówię na poziomie projektu wnętrz- tę specyficzną obecność? I czy fajnie, żeby żona marynarza miała taki dom w centrum miasta…

KW: Ale mówisz o domu, domu fizycznie teraz, czy o mieszkaniu?

MK: O domu albo o mieszkaniu… Czy gdzieś na obrzeżach…

KW: Ja robiłam tak, a wiem też z dobrego źródła, że dla wielu osób, które wybierają mieszkania, problem jest z parterem. Analizując, niekoniecznie chcą parter, bo kobieta zostanie sama i może niekoniecznie…

MK: Czuć się bezpiecznie?

KW: Czuć się bezpiecznie, tak. Nie mówię, że zaraz mocno się boi, ale bezpieczeństwo jest zaburzone. Każda para między sobą analizuje, że coś jest okej, kiedy jesteśmy razem to tak i tak, ale jak kobieta zostanie sama, czy będzie robiła to, to i tamto. Kiedy jest dom, trzeba odśnieżać, trzeba zrobić inne rzeczy, więc ona musi robić to sama. Muszę patrzeć przez pryzmat mnie samej, kiedy będę w tym domu. Ja będę musiała umieć to wszystko zrobić, mieć czas, żeby to zrobić i po prostu to robić. Oczywiście potem przyjeżdża marynarz i robi wszystko… (śmiech).

MK: A wróćmy do…

KW: Żartowałam oczywiście.

MK: Wróćmy trochę na ziemię à propos spełnienia marzeń o domu. Często bywa tak, że marynarz jest na morzu, żona ma mnóstwo spraw na głowie, również tych związanych z finansami, tutaj mówię też o kredycie hipotecznym…

KW: Tak.

MK: I kobieta jest, w cudzysłowie, takim kapitanem domu.

KW: Nie, w żadnym cudzysłowie… (śmiech).

MK: Okej. Jest kapitanem domu. I jakie przeszkody pojawiają się na drodze, kiedy trzeba sobie radzić ze strategicznymi dla gospodarstwa domowego decyzjami?

KW: Mówisz o kredycie?

MK: Tak.

KW: Przede wszystkim trzeba mieć dobrego doradcę. Zaufanych ludzi, którzy ci pomogą. Tak było w moim przypadku, akurat myśmy nie współpracowali wtedy, ale miałam też dobrego doradcę. A kredyt nie zawsze się udaje, bo przy pierwszym dostaliśmy odmowę, wiele lat temu to było, ponieważ nasze dokumenty zostały źle skompletowane. I musieliśmy znaleźć innego człowieka, który nam to załatwił, więc wydaje mi się, że to zaufanie jest ważne. I kontakt między wszystkimi, między marynarzem na morzu, bo wiele spraw trzeba konsultować. Nie powinno być tak, że marynarz wypływa w morze i nie uczestniczy w tym, wszystko robi żona. Żyjemy w takich czasach, że możemy wysłać mailem te umowy, możemy je przejrzeć, może ktoś zobaczy coś innego i tak dalej, i tak dalej. I oczywiście nie każdy musi się znać płynnie na takich kwestiach, ja na przykład jestem daleka od wszystkich wyliczeń, ponieważ nie jest to moją domenę. Robię inne rzeczy, trudno mi analizować każdy punkt umowy. Natomiast jeżeli chodzi o kwestie kredytowe, co mnie zaskoczyło to to, że trzeba mieć pełnomocnictwo notarialne. Jak podpisujesz kredyt sama, to trwa to strasznie długo i to jest dużą przeszkodą, bo ręka mnie już bolała.

Przede wszystkim trzeba mieć dobrego doradcę. Zaufanych ludzi, którzy ci pomogą.

MK: (śmiech)

KW: Chodzi o to, że musimy podpisać „z pełnomocnictwa” takiego i takiego pana i podpis swój, i potem jeszcze za siebie podpis. Wszystko na każdej stronie, tak wyglądają wnioski kredytowe, więc wszystko trwa prawie godzinę.

MK: To jak już jest wybrana ta decyzja… Natomiast, kiedy powstaje projekt i akurat pomysł pojawia się w momencie, gdy nasz marynarz wypływa…

KW: Ja tak mieszkanie znalazłam, na przykład. Mój mąż był na morzu, ja mu wysyłałam wszystko. To było pierwsze mieszkanie, które kupiliśmy, już tam nie mieszkamy, natomiast ja to mieszkanie znalazłam i żeby było śmiesznie, to był parter. Wtedy zarezerwowałam to mieszkanie u dewelopera i chodziłam tam co trzy dni, czekając, aż wróci mój mąż, żebyśmy razem poszli, obejrzeli i dograli. I chodziłam co trzy dni, żeby mi przedłużali rezerwację. Pamiętam, że tak było u naszego gdyńskiego dewelopera. Na szczęście szli mi na rękę, wiedzieli, jaka jest sytuacja, więc miałam taką umowę, żeby rezerwację tego konkretnego mieszkania mi przedłużali przez dwa tygodnie, do powrotu męża. I kiedy on przyjechał, mogliśmy te sprawy załatwiać. Ale też nie jest tak, że powinno się wszystko zrobić samemu, to są decyzje, które się powinno podejmować wspólnie, czasem przeczekać, poczekać, pokombinować. To jest dom, to muszą być wspólne decyzje.

MK: A jak z projektem, czy da się według ciebie zrobić na odległość taki projekt domu?

KW: My mieliśmy projekt od firmy i wspólnie, razem trochę go zmienialiśmy, ale to wszystko było nie na odległość. To wszystko było na miejscu załatwiane. To było coś, co trzeba było zrobić razem, wspólnie, nie czekałam, nie było tak, że załatwialiśmy to zdalnie. To było coś, co mogło poczekać i miesiąc lub dwa nie robiły różnicy, natomiast wspólne działanie w tej kwestii było ważne. Wiadomo, że potem nie da się ze wszystkim czekać, ale pytałeś o te pierwsze decyzje…

MK: Tak…

KW: …takie poważne, więc to nie jest kupno samochodu. A może taki samochód kupić łatwiej niż kupić mieszkanie czy dom. To są przede wszystkim duże zobowiązania finansowe.

MK: Tak, projekt domu jest takim kręgosłupem i jakby za bardzo go pociągnąć bez konsultacji z drugą stroną, na przykład zdalnie to mogłoby dojść do tego, że ten projekt nie spełnia oczekiwań obu stron.

KW: Wiesz, i tak po drodze, jak budujesz dom czy kupujesz mieszkanie i je urządzasz, chociaż wydaje mi się, że z mieszkaniem jest dużo łatwiej niż z domem, bo…

MK: Bo jest!

KW: Tak, dom to jest duże wyzwanie, natomiast z reguły wszyscy są szczęśliwi na końcu, że się nie rozeszli. To jest sukcesem każdej budowy-brak rozwodu. (śmiech)

MK: Powiedzmy, mamy już ten projekt, dom zaczyna powstawać, mamy ekipy budowlane.

KW: Kilka z reguły.

MK: Albo kilka tych ekip budowlanych. I często bywa, że żona marynarza czy kobieta marynarza musi sama z tymi ekipami rozmawiać, czy konsultować. I czy tutaj jakieś problemy napotykasz? Ja na przykład spotkałem się z tym, że ekipa nie chciała słuchać żony…

KW: Tak, nie chciałam być brutalna, ale jest takie podejście budowlańców do kobiet. Czy to żona marynarza, czy nie, to nie ma znaczenia. Pamiętam sytuację z firmą, która robiła szafę na zabudowę pod wymiar, gdy urządzaliśmy mieszkanie. Przyjechała firma i ja specjalnie jechałam z chorym dzieckiem i na tej budowie siedziałam, a mąż akurat był w morzu. I pan zszedł na dół, stwierdził, że nie zmontuje tej szafy. Powiedział, że zaliczy depresję, ale tej szafy nie zrobi. Wtedy ekipa opuściła mnie… (śmiech). Musiałam zadzwonić do ich szefa. Mieliśmy duże problemy z tą ekipą, teraz mogę się z tego śmiać, natomiast wtedy mi do śmiechu nie było, jak ten pan zszedł z budowy, mówiąc, że nie będzie tego robił.

Wszystko też zależy od kobiety, na czym się zna, na czym się nie zna. Ja staram się większość rzeczy zrobić tak, żeby to było wcześniej ustalone z moim głównym kierownikiem budowlanym, czyli moim mężem… (śmiech). Mówię o kwestiach technicznych, bo jestem nieproceduralna i nietechniczna. Więc kiedy mąż był, robiliśmy to, co mógł załatwić czy ustalić, a ja wykonywałam resztę albo wykonywałam polecenia. Na przykład, gdy budowaliśmy studnię, uczyłam się na pamięć, co mam panu mówić, bo nie miałam wcześniej z tym styczności. A akurat musieliśmy własną studnię zbudować, więc uczyłam się na pamięć, żeby wiedzieć, jak rozmawiać i jak sprawdzić, czy to zostało dobrze zrobione.

MK: Czyli taka rada, jeśli rozmawiamy z fachowcami, to warto skonsultować z kimś.

KW: Można się na pamięć nauczyć… (śmiech).

MK: Na przykład nauczyć się na pamięć, żeby wiedzieć, o co pytać albo chociaż sprawić wrażenie, że się znamy na tym.

Jeżeli rozmawiamy z fachowcami, to warto wcześniej skonsultować z kimś, jak mówić, żeby wiedzieć, o co pytać, a nawet pewnych kwestii nauczyć się na pamięć.

KW: No chociaż sprawiać wrażenie. Ja jestem raczej pomocnikiem, staram się wykonywać te wszystkie działania i wielu rzeczy doglądam, również ekip, jeżdżę, sprawdzam, dokumentuję zdjęciami. Na bieżąco wysyłam mężowi i możemy coś ustalić, mąż może powiedzieć: Kasia, to powinno być tak, tak, tak, zmieńcie to, to i tamto, na przykład.

MK: Dom jest w trakcie… W międzyczasie była umowa kredytowa, jeżeli na przykład występuje kredyt hipoteczny. I przy tym kredycie hipotecznym bank wypłaca przeważnie transzę, a zanim będzie ta umowa to jest stos dokumentów, które trzeba przygotować…

KW: O matko!

MK: I tutaj wspomniałaś już o podpisie, jeżeli marynarza nie ma…

KW: Na to też nie masz wpływu, bo akurat jest decyzja na kredyt, transza musi wpłynąć, to wtedy musisz podpisać, nie czekasz dwa miesiące. Albo masz farta, albo nie.

MK: Natomiast, żeby podpisać tę umowę, też trzeba z dokumentami ustalać i oprócz podpisywania pełnomocnictwa, które długo trwa, są rzeczy, które były przeszkodą? Albo coś, co sprawiło tobie trudność?

KW: Tak jak mówiłam na początku, największą trudnością dla nas był pierwszy niekompetentny człowiek, którego spotkaliśmy, który mówił, że będzie wszystko załatwione, że nie ma problemu. Zdokumentowaliśmy wszystko, co trzeba było w tamtym czasie, jeżeli chodzi o kwestię kredytową, umowy o pracę nasze wspólne i tak dalej, i tak dalej, to były rzeczy najważniejsze. Tam wyliczali wszystkie koszty zużycia i co było śmieszne to to, że z racji tego, że ja miałam umowę o pracę, a umowy mojego męża to były kontrakty, więc bank, nie powiem jaki, bo to nie ma znaczenia, ale występowaliśmy do niego o kredyt, policzył nam razy dwa koszty życia codziennego.

MK: Tutaj mi przychodzi na myśl takie powiedzenie przywiezione ze wschodu, z Azji, że „wzór na szczęście to rzeczywistość minus oczekiwania”.

Im mamy większe oczekiwania tym mamy mniej szczęścia. Przy realizacji marzeń o własnym domu można też trochę, w cudzysłowie, popsuć życie, jeżeli nasze oczekiwania będą takie, że ekipy będą na czas, że doradca będzie super, że nie będzie…

KW: Nie. I zawsze zapłacisz więcej.

MK: Jeszcze się zapłaci więcej. Więc taką radą dla nas i dla wszystkich byłoby to, żeby obniżyć te oczekiwania, a potem pozytywnie się zaskoczyć. Bo ta budowa też może zniechęcić, prawda?

Jeszcze chciałem cię namówić, abyśmy porozmawiali szczerze o pieniądzach. Na swoim Facebooku napisałaś coś takiego…

KW: O, nawet coś znalazłeś, to ciekawe.

MK: „Owszem marynarz zarabia na morzu. Z reguły pieniądze są większe niż te na lądzie w przeciętnej pracy, inaczej by nie jechał na kontrakt. Ale jest tyle ale: brak składek ZUS, bywa, że płatne tylko za kontrakt, czas w domu to twoja sprawa, brak gwarancji pracy, praca daleko od domu i od rodziny…” Jeszcze kilka innych punktów… Pojawiły się obawy lub trudności przed wzięciem kredytu hipotecznego w takiej sytuacji?

KW: Zawsze się pojawiają. Myślę, że nie ma człowieka, który by bezstresowo wziął kredyt na czterysta czy pięćset tysięcy, bo taka jest średnia za mieszkania. To jest ogromne zobowiązanie finansowe, które musisz spłacać potem przez piętnaście czy trzydzieści lat.

Jeżeli mówimy o marynarzach konkretnie, to tak naprawdę ich praca, ich poczucie pracy nie różni się od innych tak zwanych stacjonarnych. Oni też jadą do pracy, mają swoje wynagrodzenie, ale nie mają ZUS-u, więc muszą dodatkowo, poza zarabianiem pieniędzy, myśleć o inwestowaniu w emeryturę. To jest dodatkowy stres, ale nie ma człowieka, który by się przed kredytem nie denerwował. Znasz takich? Może masz takich klientów, ja nie znam, każdy z moich znajomych się stresował.

MK: Jacek Walkiewicz mówił, że stabilizacja dla motylka to szpilka i w życiu nie ma stabilizacji. Ja się z tym zgadzam, chociaż ciekawym pomysłem, który coraz częściej się pojawia, jest pomysł na dochód pasywny. Czyli emerytura już teraz, dla marynarza. Czyli kupujemy mieszkanie stricte pod wynajem…

KW: Tak, mieszkania, lokale…

MK: Tak, albo pod booking i już w czasie pracy marynarza…

KW: To jest twój ZUS.

MK: Tak, z tych składek. Wprowadza się takie mieszkania pod swoją własność i można wynajmować innym. To powoduje przychód pasywny i po skończeniu pływania w wieku sześćdziesięciu czy pięćdziesięciu lat rodzina marynarza może swobodnie żyć z dochodów pasywnych, jeżeli one będą skompletowane.

Ciekawym pomysłem, który coraz częściej się pojawia, jest pomysł na dochód pasywny. Czyli emerytura już teraz, dla marynarza. Kupujemy mieszkanie stricte pod wynajem albo pod booking, a po skończeniu pływania rodzina marynarza może swobodnie żyć z dochodów pasywnych.

KW: Oczywiście to wszystko jest prawda, tak się też dzieje, ale to wymaga świadomości u młodych ludzi, którzy zaczynają pływać, że niekoniecznie będą mieli wypłacane trzy tysiące emerytury co miesiąc i muszą dodatkowo się zabezpieczać. Wydaje mi się, że nasi rodzice w ogóle nie mierzyli się z tym tematem, bo nie było w głowach ludzi czegoś takiego, żeby dodatkowo się zabezpieczać. Emerytura to była emerytura, a teraz czasy się zmieniają i trzeba mieć źródło finansowania na starość.

MK: Z drugiej strony przy kredycie hipotecznym warto powiedzieć o ubezpieczeniach. Mam wrażenie, że bank zabezpiecza się hipoteką, cesjami, różnymi innymi rzeczami tak, żeby tylko ktoś ten kredyt spłacił. Natomiast z drugiej strony, jeżeli, odpukać, marynarza zabraknie, to są ubezpieczenia przy kontraktach. Nie wiem, czy jest stosunkowo mała świadomość, czy ta świadomość rośnie, problem z ubezpieczeniami był taki, że było bardzo dużo wyłączeń i nie każde ubezpieczenie było dla marynarza.

WK: Większość nie jest, o wszystkim trzeba pomyśleć. Niestety jest to brutalne, ale o wszystkim trzeba myśleć.

MK: Kasiu, moglibyśmy zaprosić osoby, które nas oglądają do tego…

WK: Zapraszamy!

MK: Do tego, żeby napisać Tobie coś w komentarzu, może jakieś pytanie albo jakieś obawy i trudności, z którymi się spotkali podczas procesowania kredytu hipotecznego. Czy na przykład z ubezpieczeniami, które w jakiejś sytuacji nie zadziałały. To jest ciekawe doświadczenie, żeby nauczyć jakich ubezpieczeń unikać albo na co zwrócić jeszcze bardziej uwagę. Dziękujemy bardzo za rozmowę.

WK: Ja dziękuję. Dziękuję tobie, dziękuję Państwu.

MK: Dziękuję i do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym podcaście Nareszcie Własny Dom.

 

Foto: Dylan McLeod (Unsplash)